— Tak się pan zagalopował?
— Jeżeli to można nazwać galopem, carissime.
Tak sobie gawędzili niemal do zmroku, kiedy gość zaczął się zbierać do odjazdu. Ponieważ niezdecydowanie chrząknął, zwlekał i rozglądał się, Jemioł podpowiedział:
— A może chciał się pan pożegnać z panną Łucją?
— O, właśnie, właśnie. Jeżeli dość dobrze się czuje i jeszcze nie śpi.
Łucja nie spała, lecz pożegnała się z panem Jurkowskim przez drzwi, a po jego odjeździe powiedziała Jemiołowi:
— Jaki to miły człowiek. Tyle w nim bezpośredniości i tej ujmującej prostoty, którą daje szczere i dobre serce.
— Prawda — podstępnie przyznał Jemioł. — A przy tym uroda. Bary Herkulesa, bicepsy Tytana, kark żubra, fantazja Kmicica! Hej, hej! Biedny mój przyjacielu, biedny mój przyjacielu!
Łucja zdziwiła się.
— O kim pan mówi?