— O moim przyjacielu. O Wilczurze. Nieszczęsny leczy się tam w mieście i ani się domyśla, że Penelopa tu zapomniała o pruciu swojej tkaniny po nocach, że przeciwnie, nocami marzy, ale nie o nim, nieszczęsnym Odyseuszu!...
Łucja z lekka zaczerwieniła się i zaśmiała.
— Co też pan za głupstwa opowiada.
— O biada ci, biada, Orestesie — jękliwym głosem zawodził Jemioł. — Zaprawdę, powiadam ci, bezpieczniejszy byłeś wówczas, gdy cała kupa zalotników dybała na serce twej Penelopy, niż teraz, gdy jest tylko jeden! Jeden, ale jaki! Postura Zawiszy Czarnego, wąsik, psiakrew, Leszka Białego, no i w ogóle. Jedzie teraz sobie do swego Kowalewa, rumaki batogiem podcina, pogwizdując z zadowolenia, a w trop za nim biegną myśli i westchnienia pewnej uroczej Dulcynei z Toboso. Pędź, rycerzu, z wichrami w zawody! Są to zawody, w których zawód cię nie spotka.
Rozbawiona Łucja śmiała się bez przymusu.
— Słaby z pana prorok.
— Słaby?... Chce pani powiedzieć nemo profeta64 w swojej lecznicy. Oby moje przepowiednie były błędne!
— Zapewniam pana, że nie mogą się sprawdzić — powiedziała z naciskiem.
— A mnie się zdawało, że ten agricola podbił pani serce od pierwszego wejrzenia.
— Rzeczywiście podbił moje serce, lecz nie w tym znaczeniu, jak pan myśli.