— O, nie, nie.
I po pauzie dodał:
— Jest tylko jeden człowiek na świecie, który potrafiłby może mnie uratować... Ale ten raczej wolałby mnie zabić...
— O kim mówisz, Jerzy? — szeroko otworzyła oczy.
— O Wilczurze — szepnął Dobraniecki.
Ścisnęło się jej serce. Powiedział prawdę. Od Wilczura nie mogli się spodziewać pomocy. Jakkolwiek jednak rozumiała to dobrze, jakkolwiek była przekonana, że nie ma na świecie takich skarbów, którymi mogłaby zdobyć przychylność Wilczura, chwyciła się oburącz tej nadziei.
— Jerzy, zgodziłbyś się na tę operację, gdyby to on miał ją przeprowadzić?
— Tak — odpowiedział po chwili wahania. — Ale nie ma o czym mówić.
Była zgorączkowana i podniecona.
— Może by jednak warto spróbować? Może się zgodzi?