— Pan jest nietrzeźwy. Pan będzie łaskaw odprowadzić mnie na miejsce.
— Oczywiście, odprowadzę panią. Tam już on czeka stęskniony... Jakże mogę narażać panią na tak długie rozstanie z ukochanym!
Zatrzymał się przed Kolskim i kłaniając się Łucji szarmancko, dodał:
— Oto zwracam panu wypożyczony skarb...
Kolski, nie domyślając się wcale, co zaszło, odpowiedział z uśmiechem:
— Niewielu dziś jest ludzi, którzy tak sumiennie zwracają pożyczone skarby. Tak sumiennie i tak prędko...
Jurkowski ukłonił się ponownie z przesadną galanterią.
— Zadecydował o tym sam skarb, który już dłużej nie mógł wytrzymać bez właściciela.
Powiedziawszy to, odwrócił się i wyszedł z salonu. Teraz dopiero Kolski spostrzegł wzburzenie Łucji.
— Co pani jest, Łucjo? Co pani jest? — zapytał zaniepokojony.