Potrząsnęła głową.
— Ach, nic, nic. Tu jest duszno — odpowiedziała — a w dodatku... ten pan był pijany i mówił głupstwa.
Kolskiemu krew przypłynęła do twarzy.
— Chyba nie obraził pani?!
— Nie, nie. Broń Boże. Wyjdźmy stąd.
Zgodził się skwapliwie.
— Poszukamy pokoju, gdzie jest więcej powietrza. Pani tak blado wygląda...
W przejściu spotkali Pawlickiego, który ich zatrzymał.
— Zmęczyli się państwo tańcem?
— Nie — wyjaśnił Kolski. — To panna Łucja niezbyt dobrze się czuje. Chciałaby trochę odpocząć.