— I to doświadczenia niezwykłej doniosłości!

— Skoro zagrażały życiu pacjenta... — odezwał się Drucki.

— Pacjenta? Pacjent został starannie wyleczony z krzywd, jakie mu zrobił zbrodniczy lekarz, po czym stanął przed sądem za bandytyzm i w trzy dni go powieszono. Zresztą nie tylko człowieka tknąć nie wolno. Raz po raz jakieś idiotyczne stowarzyszenia podnoszą gwałt w obronie szczurów, królików i świnek morskich. Głupota jest wieczna.

— W obu narodach, do których należę — z niezmiennym uśmiechem mówił doktor Kunoki — tak w japońskim, jak i polskim, tradycja bohaterstwa każe poświęcać często życie tysięcy żołnierzy dla dobra ojczyzny. Ale gdy chodzi o dobro całej ludzkości, o zdrowie i życie wielu pokoleń, nie wolno nauce zażądać od kilku czy kilkunastu zaledwie jednostek bohaterstwa, poddania się doświadczeniom. W innych krajach jest zresztą to samo...

Drucki potrząsnął głową.

— Niezwykle skomplikowane zagadnienie. Nie podjąłbym się rozstrzygnięcia w tę czy inną stronę.

Kawę pili w bibliotece, gdzie było o tyle przyjemniej niż w hallu, że kotów tu widocznie nie wpuszczano. Rozmowa toczyła się dalej około kwestii naukowych.

Zbliżała się już szósta, gdy Drucki wstał.

— Zanudzałem panów swoją ciekawością ignoranta. Darujcie, ale to jest piekielnie ciekawe.

— Miło nam będzie, jeżeli pan zechce częściej nas odwiedzić — zaczął Japończyk, podając gościowi rękę na pożegnanie.