Sąd udał się na naradę. Oskarżonego wyprowadzono. Salę napełnił gwar rozmów.

Jeden z obrońców zbliżył się do Alicji.

— Niebezpiecznym jest pani przeciwnikiem. Pani mowa była imponująca. Bałbym się dostać do rąk pani.

Uśmiechnęła się doń niemal zalotnie.

— Czyż moje ręce są tak okropne?

Adwokat spojrzał na jej długą, rasową rękę o subtelnych, lekko zaróżowionych palcach i potrząsnął głową.

— Pani wie, że są piękne. Za piękne jak na prokuratora.

— A jednak boi się ich mecenas?...

Zajrzał jej w oczy i westchnął:

— Boję się. Robią na mnie takie wrażenie, jak wzrok węża na...