Szukał porównania.

— Na gazelę? — podpowiedziała.

Machnął ręką.

— Gdzież tam, po prostu na starego muła.

Alicji skłonił się woźny i zameldował, że pan prokurator Martynowicz prosi do siebie.

Na korytarzu ujrzała w tłumie doktora Czuchnowskiego. Był skulony i blady. Niedostrzegalnie wzruszyła ramionami i udała, że go nie widzi.

Czuchnowski spostrzegł ją, gdy już znikała za drzwiami. Spojrzał na zegarek i mruknął:

— Z Łęczyckim to tak zawsze. Umówi się i nie przychodzi.

Mylił się jednak, bo mecenas Łęczycki z grubą teką przepychał właśnie swój równie gruby tułów wśród publiczności, szukając doktora.

Okazało się, że bronił właśnie w apelacyjnym i sprawa przeciągnęła się dłużej, niż przypuszczał.