— Ale nie żałuję tego, bo wygrałem gruuuby proces. Kapnie mi z tego paręnaście tysiączków. No, cóż jesteś taki przybity, Władku? Czyżby twoja narzeczona zblamowała się?

Czuchnowski nic nie odpowiedział.

— No, nie martw się, stary — pocieszał go Łęczycki — o ile wiem z gazet i od kolegów, sprawa tego Orczyńskiego była jasna: żadnych dowodów, uniewinnienie murowane. Ale to nic. I tak musimy dziś oblać debiut pani Alicji, no i moją wygraną. Kiedy wyrok?

— Nie wiem. Ma być wkrótce.

Istotnie nie upłynęło wiele czasu a dzwonek zawiadomił wszystkich, że sąd wchodzi.

Sala zapełniła się znowu po brzegi.

Wśród zupełnej ciszy przewodniczący odczytał wyrok: dożywotnie ciężkie więzienie.

Oskarżony nie drgnął nawet.

Wychodząca publiczność napełniła korytarze gwarem głośnych dyskusji.

Przyjaciele czekali na Alicję — tak, jak było umówione — na dole w sieni.