— Tak, przyznał się, lecz tylko dzięki pani Alicji. Gdyby go nie zdemaskowała, pewno zostałby w ogóle uwolniony.
— Nie przeczę. Lecz to właśnie mnie przybija, że dzięki Alicji.
Alicja wybuchnęła śmiechem, Łęczycki zaś zatrzymał się na środku chodnika i rozłożył bezradnie ręce.
— Panowie — powiedziała Alicja ze złośliwym błyskiem oczu — dla uczczenia mojej pierwszej wiktorii91 mam zamiar spędzić dziś wieczór wesoło.
— Brawo! — zawzięcie przytaknął Łęczycki. — Brawo pani Alicjo. Tym lepsza zdarza się racja biby92, że i ja dziś właśnie wygrałem piękny proces.
Czuchnowski nie odezwał się ani słowem.
Pojechali taksówką. Podczas drogi Alicja opowiadała mecenasowi o przebiegu rozprawy, o gratulacjach, jakie złożyli jej koledzy, i o pochwale prokuratora Martynowicza.
Julki jeszcze nie było w domu. Odrabiała dziś lekcje z dwiema koleżankami. Zaraz po obiedzie wyszła i miała wrócić przed dziewiątą. Dowiedzieli się tego z kartki, zostawionej na stole. Józefowa bowiem kończyła właśnie popołudniową porcję pacierzy i za skarby świata nie powiedziałaby ani słowa.
Jej zwiotczałe i pomarszczone wargi poruszały się drobnym, falującym ruchem, mówiąc nabożne słowa, ale gdy podawała obiad z jej złośliwych spojrzeń nietrudno było odgadnąć niezadowolenie z powodu tak znacznego spóźnienia się pani na obiad. Jakże — pieczeń wyschła, a jabłka w cieście wystygły.
Nie zepsuło to natomiast apetytu ani Alicji, ani Łęczyckiemu. Tylko doktor był pochmurny, co zdawało się napełniać jego narzeczoną tym zajadlejszą wesołością.