Zanim wypili kawę, była już ósma. Na kolację iść stanowczo się nie opłacało.

— Wiecie co? — zaproponował Łęczycki — pani Alicja przebierze się, my obaj na szczęście jesteśmy w czarnych marynarkach, pojedziemy do kina na Marlenę Dietrich93, a później na lumpę94 do „Argentyny”! Co?...

— Dobry pomysł. Film podobno wyborny, a o tej „Argentynie” słyszałam, że tam świetnie się bawią.

— A ja słyszałem — odezwał się Czuchnowski — że właśnie piekielne nudy.

— Były! Były, przyjacielu — z miną znawcy odparł mecenas — teraz kupił tę budę jeden Amerykanin i on dopiero pokazał, jak się powinno takie rzeczy robić. Pierwsza klasa! Amerykanie mają to wyczucie interesu!...

— Więc pojedziemy — zdecydowała Alicja — tylko zaczekamy na małą. Muszę ją ucałować na dobranoc.

Doktor niecierpliwie kręcił się na krześle, wreszcie wyrzucił z siebie:

— A mnie się zdaje, że komu jak komu, ale tobie, Alu, nie wypada pokazywać się w takich lokalach.

— A to dlaczego? — spojrzała nań niechętnie Alicja.

— No, w takim nocnym dancingu — zaśmiał się nieprzyjemnie — prokurator?