— Rozśmieszył mnie, bo taki sprytny. A zęby, powiadam ci, miał białe, że no! Widziałam, bo uśmiechał się szelma, że mnie nabrał. I powiada: „A widzi pani, że jestem bardziej od niej uprzejmy, więcej — powiada — bo gotów jestem uprzejmość swoją posunąć aż do tego, by nie napastować już pani i odejść, ale — powiada — wiem, że pani sprawiłoby to przykrość, dlatego też poświęcę się i kawałeczek panią odprowadzę”. To bezczelny! Co?...

— A cóż ty, stałaś i słuchałaś? — z niezadowoleniem zapytała Alicja.

— Alu, jak możesz nawet tak myśleć? Wcale nie słuchałam.

Obaj panowie wybuchnęli śmiechem.

— Nie słuchałaś, ale pamiętasz każde słowo.

— No, przecie uszu sobie zatknąć nie mogłam.

— Więc cóż mu odpowiedziałaś?

— Oczywiście, powiedziałam, że pójdę sama i że to jest bardzo brzydko zaczepiać kobiety na ulicy. To on powiada, że rzeczywiście, że zawsze był tego samego zdania, że takich, co zaczepiają kobiety on sam obiłby laską (wcale nie miał laski!), ale że ja przecie nie jestem kobietą, tylko aniołem (uważasz?!), a on nie jest takim, co zaczepia, tylko bardzo samotnym i nieszczęśliwym sierotą, a sierotami i wdowami trzeba się opiekować, że jeżeli go odpędzę w daleką zimną dal, to pójdzie z rozpaczy upić się, a jak tylko się upije, to go później głowa boli, a ja nie wyglądam na taką, co chciałaby cierpień bliźniego, i tak gadał, że pojęcia nie macie.

— No, ty oczywiście nie odpowiadałaś mu wcale?

— Iiii... bardzo mało.