Doktor Czuchnowski skrzywił się i powiedział:

— Bardzo źle, panno Julko. Należało zwrócić się do policjanta i poprosić, by uwolnił panią od natręta.

— Kiedy on wcale nie był taki natrętny — z oburzeniem zaprzeczyła Julka — taki przystojny brunet z małymi wąsikami. Inżynier, pracuje w fabryce czekolady! Nigdy nie wiedziałam, żeby do robienia czekolady potrzebni byli inżynierowie. Prawda?

— Rzeczywiście, po prostu kłamał.

— I ja mu tak powiedziałam, a on wówczas zaczął mi dowodzić, że są potrzebni do kontroli maszyn i do organizacji pracy, i czegoś tam jeszcze i opowiadał, jak się robi czekolada i czy ja lubię czekoladę, bo jeżeli lubię, to on mi może przysłać bardzo dużo, bo jego to prawie nic nie kosztuje, i odprowadził mnie pod sam dom, i chciał się przedstawić, ale ja powiedziałam, że nie i że idę tu do babci, bo babcia chora jest na tyfus95, i żeby poczekał kilka minut, to wyjdę i pójdziemy na spacer!

— Juleczko! — ze zgrozą zawołała Alicja.

— Poczekajże! Otóż wchodzę na schody (a on powiedział, że dobrze, że będzie czekał, ale po tym tyfusie to mu się od razu mina zmieniła), wchodzę na schody i patrzę przez okno ukradkiem, a mój facet wieje!... Aż się kurzy!!

Klasnęła w ręce i śmiała się do rozpuku.

— Dobrze mu dałam bobu96, co?

— Tak, Julko — odezwała się Alicja, — ale na przyszłość stanowczo proszę cię, byś nie pozwalała się zaczepiać. Absolutnie tego sobie nie życzę. Pomówimy zresztą o tym obszerniej jutro. Jakże ci lekcje dziś poszły?