— Dziękuję, dobrze. Pytali mnie z łaciny i z matematyki. Ach, Alu, a nic mi nie mówisz, czy ten proces skończył się?
— Tak, skończył się.
— I co?...
— Został skazany na bezterminowe więzienie.
— Panno Julko — bolesnym głosem powiedział doktor — któż to widział pół godziny grzać się w futrze i w botach.
— Zapomniałam — roześmiała się i wybiegła do przedpokoju.
Czuchnowski i Łęczycki asystowali Julce przy kolacji, podczas gdy Alicja przebierała się.
Mecenas załatwił telefonicznie lożę w „Argentynie” i o wpół do dziesiątej pojechali do kinematografu97 na Marlenę Dietrich.
Julka, gdy wyjeżdżali, pluskała się w łazience i pożegnali ją przez drzwi.
— Stanowczo, Alu — powiedział doktor, gdy wsiedli do taksówki — powinnaś krócej trzymać Julkę. Z jej pobudliwością i temperamentem o nieszczęście, nie daj Boże, nietrudno.