— Nie nudzą się państwo? Teraz jeszcze pustawo, ale za pół godziny zaczynają się tak zwane produkcje artystyczne. Jak się pani podoba u mnie? — zwrócił się do Alicji.
— Bardzo... przyjemny lokal — przyjrzała się dyrektorowi uważnie i pomyślała, że już gdzieś, kiedyś na pewno go widziała. Tak, tak, zaraz... było to bodaj w jakiejś cukierni.
— Wydaje mi się, że kiedyś już widziałam pana — powiedziała, jakby na usprawiedliwienie swego milczenia.
— Z całą pewnością — roześmiał się Drucki — poznałem panią już przed kwadransem, z dołu.
— W cukierni na Nowym Świecie? — zapytała. — Kilka miesięcy temu?
— Tak. Byłem wówczas tak niezgrabny, że strąciłem ze swego stolika popielniczkę.
— Prawda, prawda! — uśmiechnęła się. — Pamiętam. Nawet wówczas odniosłam wrażenie, że pańska twarz nie jest mi obca.
— Zaraz! — zawołał Łęczycki. — I ja pamiętam. Byliśmy wówczas w tym samym komplecie.
— Aha? — zdziwił się Drucki. — Więc to pan, mecenasie, pstrykał wówczas czeczotkową papierośnicą?... O, jest corpus delicti102!
Śmieli się wszyscy, oprócz doktora, który udawał, że zajęty jest przecieraniem okularów.