— Pewien mój przyjaciel. Ale pośpiesz się, mała.
— Kiedy mi podwiązka pękła.
Drucki roześmiał się.
— Pękła? No, chodź tu, może wspólnymi siłami łatwiej zaradzimy katastrofie. Chodź.
Była w króciutkiej jasnozielonej kombinezce111 i nieporadnym gestem wyciągnęła ku niemu urwany koniec podwiązki. Wyglądała przy tym tak dziecinnie i ładnie, że powiedział:
— Wiesz, mała, żałuję, że już jest tak późno.
— Mój kochany, mój najsłodszy.
Posadził ją sobie na kolanach i zabrał się do reparacji uszkodzenia. Tymczasem Tecia ocierała twarz o jego policzki i szeptała w kółko:
— Kochany, jedyny, kochany.
Biła od niej świeżość i wciąż jednakowe silne pragnienie.