— Jak Boga kocham! — zawołała. — Ma krzywą łopatkę.

— Nie gadaj, nie gadaj, mała. Kazia jest bardzo ładna.

— Nienawidzę jej!

— To inna sprawa. Tylko, Teciu, uważaj! — pogroził palcem. — Żeby w „Argentynie” żadnych awantur ani kłótni nie było! Nie znoszę tego i gdyby tylko!... No!

— Ja?! — oburzyła się Tecia. — Z nią? Z taką lafiryndą112? Ja w ogóle jej nie spostrzegam, chociaż wiem, że ona oczy by mi wydrapała. Jej się zdaje, że...

Gemacht!113 — skończył Drucki. — Podwiązka w porządku. Ubieraj się.

Postawił ją na ziemi i usiadł przed lustrem, by zawiązać krawat.

— A pamiętaj, mała — dodał — że ze mną żartów nie ma, żadnych awantur!

Dziewczyna nic nie odpowiedziała.

Po paru minutach byli gotowi.