— Zobaczymy — uśmiechnął się Brunicki — może wybiorę się... A dlaczego, doktorze, nie wychodzi pan z domu?
Japończyk zamienił spojrzenie z profesorem i odezwał się innym tonem:
— Widzi pan... Nie chcę afiszować swojej obecności w Warszawie... Nawet prosiłbym pana, by pan nikomu o tym nie wspominał, że jestem w Polsce i że pozostaję gościem profesora. Nie lubię rozgłosu... Poza tym są jeszcze inne powody...
— Nie zamierzam wtrącać się w nie — pośpieszył zapewnić Drucki. — Niech pan mi wierzy, doktorze, że nie zaliczam siebie do gadatliwych.
Nastała chwila ciszy. W milczeniu jedli zupę. Wreszcie profesor uznał za stosowne udzielić Druckiemu pewnych wyjaśnień.
— Poznałem — zaczął, chrząknąwszy — doktora Kunoki na międzynarodowym zjeździe w Londynie. Ponieważ zaś łączyły nas zbliżone, a poniekąd wspólne zainteresowania naukowe, zaś doktor w swojej ojczyźnie nie miał odpowiednich warunków do prac badawczych, zgodził się przyjąć moje zaproszenie i kilka miesięcy spędzić u mnie.
Postukał palcami po stole i z wyraźną intencją zmienienia tematu rozmowy zapytał:
— Jakże ci się powodzi?
— Dziękuję ci. Wybornie.
Opowiadał o „Argentynie”, o swoim systemie prowadzenia tego przedsiębiorstwa, lecz myśl jego zajęta była nowym, mglistym i tajemniczym punktem w nieprzejrzystym życiu tego domu. Nie, stanowczo nie będzie nad tym się zastanawiać. Bo i w jakim celu? Czy mógłby jaki użytek zrobić ze swych odkryć, gdyby nawet do jakichś doszedł?... Oczywiście nie. Dla zwykłej zaś ciekawości nie kiwnąłby nigdy palcem. Zresztą przeczucie mu mówiło, że usługi, których odeń zażąda Karol, wyświetlą i tak wszystko.