— Powiedziałeś, że cię nienawidzę. To prawda. Nienawidzę cię bardziej, niż sobie to możesz wyobrazić. Ale... zbyt głęboko tkwisz w mojej ranie, byś mi nie był najbliższy... Związała mnie z tobą... Ach, dajmy temu spokój... Twój niespodziewany przyjazd roztrząsł mi nerwy...

Profesor przetarł szkła i sięgnął do kieszeni.

— Potrzeba ci pieniędzy. Ile?

— Na razie... tysiąc wystarczy.

— Proszę.

— Dziękuję, Karolu. Mam nadzieję wkrótce ci oddać.

— Mniejsza o to. Cóż zamierzasz robić?

— Jeszcze nie wiem. Rozejrzę się. Na razie kilka dni w łóżku w hotelu.

— A dokumenty masz?

— Mam. Nazywam się teraz Jan Winkler... Ale już późno.