— Nie gniewam się. Ale wymagam, byś była rozsądna. I ani mi się waż zrobić jakąkolwiek przykrość pannie Teci.
— Nienawidzę jej.
— Na zdrowie. Ale uprzedzam, że jeżeli tylko coś... No!... To rozstaniemy się z trzaskiem. A teraz daj pyszczek i przebieraj się.
Zarzuciła mu ręce na szyję. Drucki pogładził ją po włosach i wyszedł.
Obchodził salę, witając się z bywalcami.
„Przyjdzie, czy nie przyjdzie?” — myślał.
Zapowiedział służbie, by natychmiast zawiadomiono go, skoro tylko przyjdzie towarzystwo mecenasa Łęczyckiego. Zatrzymał kwiaciarkę i kazał jej wybrać pęk, duży pęk róż dla pani, która będzie w loży numer 9.
— Wiem, panie dyrektorze — uśmiechnęła się dziewczyna — mają być najładniejsze i białe.
— Tak... albo, hm... niech będą czerwone.
Przyszła około dwunastej z mecenasem i z tym poczciwym doktorem. Może bywaliby częściej, ale ceny „Argentyny” prawdopodobnie są na ich kieszeń za wysokie. Drucki zatrzymał kelnera.