— Pan jeszcze pyta?! — wybuchła. — Myśli pan, że nie wiem, że ta Tecia, ten ślimak, ta dziewica patentowana, ta fałszywa gęś do pana chodzi! Wszystko wiem, widziałam wczoraj sama! Tak na własne oczy!
Gwałtownie oddychała, zaciskając piąstki.
— No i cóż z tego, żeś widziała? — zimno zapytał Drucki.
Ponieważ milczała, dodał:
— Co ci do tego?... Nie tylko tamta bywała, ale i inne. Bywały, bywają i będą bywać. Zwariowałaś, czy co? Może upstrzyłaś sobie, że przysięgnę ci wierność?
— Tak, tak... bo ja jestem taka...
Drucki wzruszył ramionami.
— Ani taka, ani owaka. Jesteś taka, jak każda inna, i masz takie same prawa, to znaczy, że nie masz żadnych. Chcesz, dobrze — nie chcesz, drugie dobrze. Śmieszna jesteś.
Chwyciła go za rękę.
— Nie gniewaj się! Ja przepraszam, to ta głupia zazdrość.