— Źle mnie pani zrozumiała — zaoponował. — Ja wołałbym, by zwiędły do jutrzejszego wieczoru.
— Nie ma pan współczucia dla kwiatów — udawała, że nie zorientowała się w jego intencjach.
— Cóż robić — westchnął z komiczna skruchą — jestem egoistą.
Czuchnowski poczerwieniał i zapytał:
— Jak to mamy rozumieć?
Zanim Drucki zdążył otworzyć usta, Alicja wyjaśniła:
— Dyrektor Winkler dba bardziej o frekwencję publiczności niż o życie róż.
— Che... che — z dowcipną miną wtrącił Łęczycki, obierając banana — nie czas żałować róż, kiedy, panie drogi, lasy płoną.
Powiedział to ni w pięć, ni w dziewięć, sądząc, że robi dobry dowcip, lecz Alicja nie wiadomo dlaczego zmieszała się i zapytała:
— Czy urządzi nam pan dzisiaj kocią muzykę?...