— No i co? Paweł nie uwierzył ci?

— Uwierzył. Musiał uwierzyć. Przecie wówczas zrobiła się wielka awantura, z policją, z badaniami lekarskimi, z kompromitacją całej mojej rodziny. Paweł mógł nawet znaleźć opis w dziennikach...

— Straszne! A ten łotr? Złapali go?

— Nie. Zresztą cóż by to mi pomogło. Paweł i tak nie wróciłby do mnie.

— Po coś mi to powiedziała? — zawołał nagle z wyrzutem.

Alicja założyła nogę na nogę i potrząsnęła głową.

— Opowiedziałem to dlatego, byś wiedział, dla jak szaleńczych, jak zbrodniczo głupich pretensji Paweł złamał życie i mnie, i sobie. Niedorzeczna, potworna zazdrość o moją przeszłość, której nie byłam winna, zazdrość o moją krzywdę... O, nie mój drogi!... Dlatego właśnie powiedziałam ci to wszystko, byś pojął, że za żadne skarby na świecie nie będę żoną człowieka, który z zazdrości dostaje obłędu, przestaje panować nad swymi nerwami i potrafi urządzać sceny. Chcę być niezależną panią swoich zamiarów, a chociażby zachcianek. Dziś poznałam cię dostatecznie. I miałeś słuszność, żeś powiedział słowo: „dość”.

— Alu!...

— Nie przerywaj, proszę. I jeszcze jedno: bądź tak uprzejmy, nie rób tu tragedii. Postanowiłam zerwać narzeczeństwo. Od początku było ono warunkowe i od początku nie miało sensu. Wiedziałeś, że nie kocham ciebie, że na uczucia macierzyńskie jesteś za stary, a na uczucia kobiety za słaby. Dość tego. Uroiłeś sobie jakieś prawa do mnie.

— Przecie, sądzę, że jako narzeczony mam prawo...