Zapanowała cisza. W sąsiedniej jadalni zegar wybił szóstą.
— Dlaczego ja tak ciebie kocham, dlaczego tak kocham — wybuchnął goryczą Czuchnowski. — Och, nie dziwię się teraz twemu mężowi, że cię porzucił, że zwariował...
— Mylisz się — obojętnym głosem zaprzeczyła Alicja — mój mąż porzucił mnie z innego powodu. Zawsześ był ciekaw, dlaczego? Nigdy nie zdobyłeś się na zapytanie mnie o to. Teraz powiem ci sama. Paweł podczas nocy poślubnej przekonał się, że nie byłam dziewicą... I nie mógł tego znieść, nie mógł, nie umiał z tym się pogodzić... Porzucił mnie, chociaż nie przestał mnie kochać, a nawet obwiniać mnie nie miał prawa...
— Jak to, nie miał prawa?...
— On tak mówił i ty też to przyznasz. Straciłam niewinność, mając lat czternaście. Silny był, szedł za mną ulicą, wszedł na schody, przemocą wdarł się do mieszkania, w którym, niestety, nikogo nie było. Wziął mnie gwałtem...
— Straszne!... — jęknął Czuchnowski.
Alicja zacisnęła palce.
— I widzisz, Paweł pomimo to nie mógł mi przebaczyć!...
— Ależ na miły Bóg! Czyż nie było nikogo w pobliżu? Czyż nie mogłaś krzyczeć?!
— Owszem — wzruszyła ramionami — broniłam się, krzyczałam, wreszcie ktoś zaczął się dobijać do drzwi. Wówczas on wyskoczył oknem z pierwszego piętra... Bardzo był silny i zręczny...