Alicja wybuchnęła śmiechem:

— Że co? Co ty mówisz? Cha... Cha... To paradne!... Od kiedyż to nauczyłeś się tego tonu?

Czuchnowski nie panował nad sobą:

— Dość tego! Mam tego powyżej uszu! I tej spelunki, i tego draba, i tych jego ohydnych kwiatów!

Chwycił nierozpakowane jeszcze róże i cisnął nimi o podłogę.

Alicja drgnęła.

— Podnieś! — powiedziała groźnie.

— Nie podniosę!

— W tej chwili podniesiesz — powtórzyła spokojnie.

Czuchnowski jęknął, podniósł bukiet, po czym bezsilnie upadł na krzesło.