Zasunęła łańcuch, zgasiła światło w przedpokoju i przeszła do łazienki.
Kąpiel była gotowa. Rozebrała się i stanęła przed lustrem.
„Piękna jestem — pomyślała — warto być piękną”.
Wyprężyła ręce. Nie czuła bólu. O skaleczonej dłoni przypomniała sobie dopiero wówczas, gdy ujrzała w lustrze, jak po jej wzniesionym ramieniu spływają krople krwi, zatrzymują się chwilę nad wypukłością piersi i grube, jędrne, okrągłe toczą się w dół po szeroko wygiętej linii biodra, znacząc krętą rubinową ścieżkę na złotawej skórze.
Rozdział 8
— Wezmę to — powiedział Drucki, wskazując jubilerowi diadem z pięciu wspaniałych storczyków.
Właściciel sklepu spojrzał nań nieufnie.
— To jest bardzo drogi klejnot — przestrzegł go.
— Drogi? Owszem, wygląda nawet na to. Cóż zrobić, skoro pan nic ciekawszego poza tym nie ma. Ile?
— Cztery tysiące — powiedział obojętnie.