Podniosła mokrą od łez twarzyczkę i przywarła do jego ust.
Dalszy ciąg rozmowy byłby w tych warunkach bezcelowy, toteż obywali się bez niej aż do chwili, gdy auto stanęło.
— Chodźmy — wzięła go za rękę.
Zaśmiał się.
— Muszę panią pożegnać, panno Toniu — próbował bronić się, lecz spojrzawszy w jej oczy, zrezygnował.
Mieszkała na trzecim piętrze. Drucki nieco speszył się, gdy w przedpokoju eleganckiego mieszkania ukazała się starsza dama.
— To moja matka — powiedziała niedbale Tonia, poprawiając włosy przed lustrem.
Drucki ukłonił się, na co dama odpowiedziała niechętnym skinięciem głowy.
— Niech się pan nie dziwi — wyjaśniła Tonia, wprowadzając go do dużego ładnego pokoju — moja matka nie bywa uprzejma dla moich znajomych. Napije się pan kawy?
— Dziękuję.