Gdy usiedli w taksówce, Tonia wtuliła się w kąt i milczała.
— Co pani jest? — zapytał Drucki.
Nie odpowiedziała.
Wziął ją za rękę, zsunął rękawiczkę i pogłaskał.
— Smutno pani?
Wyrwała mu rękę, zakryła oczy i zaczęła płakać.
Drucki przysunął się do niej, objął ją i przytulił.
— Mnie nikt... nie... kocha... — mówiła w szlochu — mnie nikt nie pożąda...
Druckiemu zrobiło się żal.
— No, cicho... cicho...