— Nazywam się Hornowa. Pan profesor niedawno był tak uprzejmy, że udzielił informacji o moim nieszczęsnym mężu, Pawle.
— Aha!... Tak, tak... przypominam sobie. Tak... biedak.
— A drugi tytuł do mojej wdzięczności — ciągnęła Alicja — to pańskie piękne wykłady, które tak wzbogaciły mój umysł. O, to już dawne czasy. Pan profesor może sobie przypomni, gdy mu powiem swoje ówczesne, panieńskie nazwisko: Żerańska...
— Aha — uprzejmie skłonił się profesor — no, oczywiście, panna Żerańska. Naturalnie, pamiętam.
W rzeczywistości nie pamiętał wcale. Odprowadził Alicję i wracając na dół, nagle przystanął.
— Żerańska... No... tak... Żerańska...
Nie miał pamięci do nazwisk, ale to przecież z jakiegoś powodu musiało mu się wgryźć w pamięć... Żerańska.
Gdy zajął miejsce przy swoim stoliku, signorita Fiametta już tańczyła, a w loży na górze ujrzał Druckiego.
Brunicki kazał sobie podać jeszcze jeden koktajl i zanurzając w nim słomkę, znowu się zastanowił: „Żerańska?...”
Drucki siedział przy Alicji milczący.