— To nie są moje poglądy, proszę pani. Tak zdawało mi się w tej chwili. Możliwe, że jest zupełnie inaczej.

Skręcili w Mokotowską i szli w milczeniu.

— Dlaczego mnie pan chciał odprowadzić?

— Bo dobrze mi z panią tak, jak i pani dobrze jest ze mną.

Nie odpowiedziała. Gdyby teraz pozwoliła sobie na jedno słowo, nie umiałaby powiedzieć innego niż to, które oddawałoby ją w niewolę.

Alicja umiała panować nad wrażeniami chwili. Doskonale zdawała sobie sprawę, że obok tego człowieka nie mogłaby utrzymać swojej niezależności. Nie wiedziała jeszcze dobrze, dlaczego odczuwa w nim pierwiastek jakby przyrodzonej władzy, władzy podświadomej, lecz niemniej zaborczej, jednak wiedziała, że nią nie owładnie.

Szedł obok zamyślony i spokojny.

— Pan jest niepodobny do wielu swoich rodaków. Ameryka nie zdołała wywrzeć na panu swego okropnego standardowego piętna.

— Jestem z całego świata — powiedział przed siebie.

— Dużo pan podróżował?