Druckiego zastał w świetnym jak zawsze humorze. Na czole nad skronią miał szeroką bliznę zaklejoną angielskim plasterkiem163.

— Cóż to — zapytał, wskazując na nią profesor — znowu ci przybyła jedna dziura w skórze?

— A tak — zaśmiał się Drucki — znowu miałem małą awanturkę. Musi w tym tkwić jakaś tajemnica mego przeznaczenia. Dwóch rzeczy szukać nie potrzebuję: awantur i kobiet.

Spostrzegł się, że powiedział to niepotrzebnie, i spodziewał się wyrazu przykrości na twarzy Brunickiego, lecz ten powiedział, wzruszając ramionami:

— Cóż chcesz. Lubisz i jedno, i drugie.

— Może i lubię. Kontentuję się tym, co los mi przeznaczył.

Brunicki tym razem zajął lożę i poprosił Druckiego:

— Wiesz co? Mógłbyś mi przecie jeden wieczór poświęcić i posiedzieć tu ze mną.

— Dokuczyła ci monna Fiametta? — wybuchnął śmiechem Drucki.

— Chyba nie dziwisz się temu? Zresztą gada wciąż o tobie. Temat ten widocznie jej bardzo odpowiada. Ja jednak wolę już mówić z tobą niż o tobie.