— Z dwojga złego?

— Z dwojga złego — potwierdził profesor.

— No więc dobrze. Załatwię jeszcze kilka spraw i wrócę do ciebie. Czy... czy może dziś masz mi nareszcie wyjaśnić, czego ode mnie żądasz?

— Może... Czekam.

— Za dziesięć minut będę.

Zbiegł na dół, wydał kilka dyspozycji, jeszcze raz przejrzał listę gości zamawiających stoliki i zaklął.

— Do diabła! Cóż ten Łęczycki, wściekł się?!

Od pięciu dni Alicja nie zaglądała do „Argentyny”. Początkowo brał to za kokieterię, później zaczął zastanawiać się, czy rzeczywiście nie należało poważnie traktować zapowiedzi tej dziwnej kobiety, że więcej się tu nie pokaże, wreszcie zatelefonował do Łęczyckiego, zapytał o zdrowie i wywiedział się, że mecenas sam usiłował namówić panią Horn do spędzenia wieczoru w „Argentynie”, lecz na próżno.

„Udawała tylko, że się mną interesuje — pomyślał Drucki — lecz jeżeli przypuszcza, że umrę z rozpaczy, myli się bardzo. W każdym razie dziwne”.

Chociaż obiecał sobie machnąć na nią ręką, jednak wyczekiwał jej codziennie i zły był, ilekroć sam siebie na tym przyłapywał. Wiedział doskonale, że nie kocha się w niej, lecz wiedział również dobrze, że ciągnie go coś do niej mocniej niż do innych kobiet. Myślał, że i z nią jest to samo, lecz — jak się okazało — omylił się.