— Służę ci — powiedział, wchodząc do loży Brunickiego — i prawdę powiedziawszy, jestem rad, że przez jeden wieczór odpocznę i pogawędzę z tobą.

— Powiedzże mi — zapytał, nalewając Brunickiemu wina — czy powtórne badanie krwi mojej i twojego syna dało takież wyniki, jak i poprzednie?

— Tak. Ty masz krew typu C, on zaś typu A164.

— No widzisz — odetchnął Drucki — byłem tego pewien. Jakieś przekleństwo zawisło nad naszą przyjaźnią, ale jestem przekonany, że w końcu twoje badania przekreślą wszystkie wątpliwości i wszystkie podejrzenia, które — już mniejsza o mnie — tak krzywdzą świętej pamięci żonę twoją...

Twarz profesora ściągnęła się i powiedział głucho:

— A jednak ona ciebie kochała...

— Pijmy — przerwał Drucki.

Brunicki wypił kieliszek do dna i potrząsnął głową.

— Tak, ty masz nieprawdopodobne szczęście do kobiet... Ale à propos165 — zniżył głos — nie próbowałeś się dowiedzieć co się stało z tą... no z tą dziewczynką...

— Z jaką dziewczynką?