— Straszną krzywdę im wszystkim zrobiłem. Wariat, osioł!
Profesor bębnił palcami po stole. Nie ulegało wątpliwości, że Bohdan pojęcia nie miał, kim jest podprokuratorka Alicja Horn.
— I wiesz — ciągnął Drucki — że popełniałem w życiu szaleństwo za szaleństwem, że zrobiłem moc głupstw i niczego nie żałuję, niczego nie pragnąłbym odrobić, cofnąć... A to jedno gnębi mnie jak zmora... Ach, żebym nie był wówczas pijany. Wszystko przez ten alkohol! Pijmy!
Pili. Brunicki czuł już trochę wina w głowie i dlatego postanowił odłożyć rewelację na inny raz lub też w ogóle zataić swe odkrycie.
Dancing tymczasem huczał zabawą. Gwar rozmów, śmiechy i brzęk szkła na tle nieprzestającej grać orkiestry wytwarzały nastrój, który, zdawało się, przyrósł już do tych ścian.
Drucki rozglądał się i kilka razy zapytywał kelnera, czy nie przyszedł mecenas Łęczycki.
W końcu kelner przyszedł sam z wiadomością:
— Nie ma pana Łęczyckiego, panie dyrektorze, ani tej pani, co z nim bywa, ale przyszedł ten pan doktor, taki łysawy w okularach, co z nimi chodził.
— Sam? — zerwał się Drucki.
— Tak jest, panie dyrektorze, samiuteńki.