— Gdzież on jest? — wyjrzał na salę.
— Tu, panie dyrektorze, akurat pod tą lożą.
Wówczas Druckiemu przyszło na myśl, że może doktor Czuchnowski ma jakąś misję od Alicji.
Nawet na pewno, bo po cóż by przychodził?
Drucki przeprosił profesora i nie zauważywszy nawet jego ironicznego uśmiechu, zszedł na salę.
Czuchnowski siedział sam przy małym okrągłym stoliku i pił koniak. Twarz jego stała się jeszcze bardziej blada, oczy podsiniały, a policzki zapadły.
— Dobry wieczór, doktorze — przywitał go Drucki.
Krew buchnęła do twarzy Czuchnowskiego, a jego oczy zaiskrzyły się zza szkieł. Wstał jednak i podał rękę Druckiemu.
— Czy można zapytać — swobodnie zaczął Drucki — dlaczego doktor jest w ostatnich czasach tak rzadkim u mnie gościem? Może coś ze zdrowiem, nie daj Boże?
Czuchnowski spojrzał nań podejrzliwie i wzruszył ramionami.