— Nie, zdrów jestem, dziękuję.

— Tak jakoś i pan, i pańskie towarzystwo zapomnieliście o „Argentynie”.

— Co pan mówi? — zdziwił się Czuchnowski — to i... pani Horn nie bywa?

— A nie. Ani pani Horn, ani mecenas Łęczycki. Cieszę się, że chociaż pana widzę, doktorze.

— Wcale nie bywają? — dopytywał się Czuchnowski, jakby nie wierząc własnym uszom.

— Wcale. Nawet zdziwiłem się.

— I ja się dziwię — chmurnie pochwycił doktor.

— Dlaczego? — z udawaną obojętnością rzucił Drucki.

Czuchnowski znowu poczerwieniał.

— Dlatego... dlatego, że sądziłem... że zdawało mi się... No, myślałem, że pani Horn zależało na bywaniu tu.