Czuchnowski bezwładnie opuścił głowę na piersi.

— Bądźmy szczerzy — ciągnął Drucki, podniecony beznadziejną miną słuchacza — patrzysz pan na mnie jak na wroga, bo myślisz, że ja ci ją zabrałem. Tak?

Czuchnowski milczał.

— Tak czy nie? — nalegał Drucki.

— Tak.

— Otóż nie zabrałem, bo nie dostałem.

Twarz doktora rozjaśniła się, gotów był uściskać Druckiego, co tego doprowadziło omal do wściekłości.

— I czego pan się cieszy, do diabła! Czego? Że ja nie zabrałem?... Powiem panu: jeżeli nie ja, to zabierze ją każdy, rozumiesz pan, każdy, tylko nie pan. Nie ja, to inny, ale nie pan ze swoim płaczliwym stosunkiem do życia. Panie, na miły Bóg, czy pan tego nie widzi?

— Widzę... widzę — pokiwał głową doktor.

— I cóż pan zrobi?