— Nie, tylko w gabinecie u pana dyrektora. Ten huncwot168 Kazia...
Drucki wiedział już, co to ma znaczyć. Oczywiście awantura z Tecią.
— No! Już ja im pokażę — mruczał do siebie, pędząc wielkimi krokami.
Nie omylił się.
Gabinecik wyglądał jak pobojowisko. Aparat telefoniczny, maszyna do pisania i moc papierów leżały na ziemi. Krzesła były wywrócone.
Panna Tecia z rozwianymi włosami siedziała w kącie na podłodze i zalewała się łzami.
Monna Fiametta stała nad nią w sukni podartej i krzyczała, wygrażając piąstkami.
— Cicho! — huknął Drucki.
Kazia opamiętała się i ciężko dysząc, zwróciła się do niego:
— Panie dyrektorze...