— Prosimy, panie dyrektorze — rzuciła mu gorące spojrzenie Kazia.

Gdy tylko usiadł, stopniowo zaczęła się przysuwać do niego.

— Wiesz co — po kilku minutach zdecydował się profesor — o naszych sprawach pomówimy innym razem. Dziś i za późno, i za dużo było wina. Zatelefonuję do ciebie.

Drucki go nie zatrzymywał.

Nie zamierzał wykręcać się od zobowiązań wobec niego powziętych, lecz również nie spieszno mu było do ich realizacji, tym bardziej że pojęcia nie miał, jakiego to poświęcenia Karol od niego zażąda.

Gdy po odprowadzeniu profesora wrócił na salę, Czuchnowskiego już nie było.

Usiadł na chwilę przy jednym stoliku, przy drugim, trzecim, później porozmawiał z barmanem, zajrzał do piwnicy i do kuchni.

Tu znalazł go kasjer.

— Panie dyrektorze, awantura!

— Na sali?