Gdy tylko zostali sami, dziewczyna rozpłakała się, zaczęła go przepraszać, próbowała rozrzewnić, potem wybuchła przekleństwami pod adresem rywalki, nie żałując najsoczystszych słów.
— Dość tego! — zawołał Drucki. — Wiesz, co ciebie czeka, bo cię ostrzegałem. Kasjer wypłaci ci należną gażę i do widzenia.
— Daruj! Daruj! Niech pan dyrektor daruje! Przysięgam, że już nigdy, nigdy!...
Rzuciła się przed biurkiem, na którym siedział, na kolana.
— Wstań, bo mnie nie rozczulisz, a kolana cię zabolą. Powiedziałem i rzecz skończona.
— Ten jeden raz — szlochała — ostatni raz... Boże, Boże! I to przez takie ścierwo, przez taką małpę!... Ja przysięgam!....
— Przysięgasz, a wymyślasz dalej, nic ci nie wierzę...
— Już nie będę, przysięgam, że nie będę, daruj, przebacz, ja tak strasznie ciebie kocham... Już tej bezczelnej małpy palcem nie tknę...
Drucki zerwał się i podszedł do okna. Musiał ukryć twarz, gdyż śmiech go po prostu dusił.
Wreszcie zdołał się opanować i powiedział: