— No dobrze może ci i daruję, ale pod warunkiem... Czekajże!

Dziewczyna rzuciła się nań i zaczęła go całować.

— O, jakiś ty dobry, jaki kochany, jaki jedyny...

— Dajże spokój — odsunął ją lekko, lecz stanowczo — wysłuchaj najpierw, co ci powiem. Może wówczas będziesz wolała odejść.

— Na pewno nie — potrząsnęła głową.

— Więc słuchaj. Zostawię cię pod następującymi warunkami: po pierwsze zaraz jutro podejdziesz do panny Teci i przeprosisz ją, a to...

— Niech tam, dobrze...

— Czekaj. Przeprosisz w ten sposób, że ją pocałujesz w rękę.

— Ja? Tę cholerę?

— Ty ją.