— Dotrzymam... O, ty jesteś bardzo srogi, ale ja i tak ciebie kocham.

Przytuliła się do niego.

— Możesz mnie nawet wybić, a i tak ciebie kochać nie przestanę... A dzisiaj... dzisiaj przyjdziesz do mnie?... Prawda, że przyjdziesz, mój kochany, mój jedyny!

Drucki roześmiał się. I rób tu coś z babami. Spłynęło po niej wszystko i ona teraz uważa, że on nie znajdzie nic lepszego do zrobienia po całej awanturze, jak właśnie pójść do niej.

Wygląda tak apetycznie, że omal nie dał się skusić, jednak ze względów pedagogicznych ostro odmówił, nie wierząc zresztą, by zrozumiała sens tej odmowy. Będzie się w duchu dziwić, o co jemu jeszcze chodzi, skoro już wszystko w porządku.

„Wszystko ma swoje dobre strony — myślał w duchu Drucki, jadąc do hotelu — przynajmniej raz dobrze się wyśpię”.

— Uszanowanie panu dyrektorowi — przywitał go nocny portier — u pana dyrektora czeka jedna pani.

Druckiemu serce zabiło mocniej.

„Alicja!” — przebiegło mu przez głowę.

Ogromnymi krokami pędził po schodach i otworzył drzwi.