— Mniejsza o to — upierał się prezes — pozostaje faktem, że Kuszelski był uczciwym człowiekiem i ona to wyczuła.

Przeszedł się jeszcze raz i zawrócił.

— Niezwykła kobieta i do tego piękna jak wszyscy diabli.

Martynowicz uśmiechnął się zjadliwie i odezwał się takim tonem, jak gdyby zmieniał temat rozmowy:

— Jakże, prezesie, nie zamierza pan żenić się?

— Ja? — stanął jak wryty Turczyński.

— No, przecie pan jest kawalerem... hm... że tak powiem, do wzięcia — od niechcenia wyjaśnił prokurator.

— Pan też jest kawalerem — szyderczo zauważył prezes.

— Ja... cóż ja... — bąknął Martynowicz — pan co innego.

— Jesteśmy w jednym wieku.