— Tak, ale pana jeszcze kobiety, panie dobrodzieju, biorą. Może pan godzinami wypowiadać zachwyty...
— Niby ja? — oburzył się prezes.
— Ano pan. Cóż to, przed chwilą chociażby o pani Horn.
— Pani Horn jest prokuratorem i wypowiadałem opinię o jej kwalifikacjach zawodowych.
Martynowicz pokiwał głową.
— No tak, oczywiście. Od dziś dnia będę zwracał baczną uwagę, czy moi podwładni mają kwalifikacje zawodowe, to jest, czy są piękni jak wszyscy diabli, jakie mają rączki, jakie oczka, jakie nóżki...
— Wcale o tym nie mówiłem — zirytował się prezes — a jeżelibym i mówił, to lepiej mówić, niż o tym myśleć i pogrążać się w tego rodzaju kontemplacje.
— Ja też ani mówię, ani myślę.
— Tak? Wobec tego oczerniają pana tu wszyscy.
— Mnie oczerniają?