Zaczął tupać nogami i cichutko usiadł na krześle tuż przy drzwiach.

— Kapitanie! Kapitanie! — wołała Luba, a nie usłyszawszy odpowiedzi, wpadła do salonu.

Była rzeczywiście nieubrana: w kombinezce i w szlafroczku, który zdążyła nałożyć tylko na jedną rękę.

Nie spostrzegłszy Druckiego, przebiegła do drzwi prowadzących do jadalni i wychyliwszy zza nich głowę, wołała:

— Już, już, jestem gotowa, proszę wrócić.

Jednocześnie usiłowała zwalczyć opór drugiego rękawa. Gdy w końcu to się jej udało, Drucki, nie ruszając się z miejsca, powiedział bardzo głośno:

— No, nareszcie!

— Ach! — przestraszyła się Luba. — O, niedobry kapitan! Jak można... Podglądać mnie nieubraną!

Podbiegła do niego i pochyliwszy się, surowo groziła mu palcem.

Zaśmiał się i złapał ją za ręce.