„Dla dobra nauki” — zbudziła się w nim perfidna refleksja.

— Ohyda — powiedział głośno.

— Skądże nagle taka wyczulona moralność? — z gryzącą ironią zapytał profesor.

— Ohyda — powtórzył Drucki.

— Więc... odmawiasz?

— Czekaj! Powiedz mi tylko... Daj mi słowo honoru, że ich nie zabijesz, że...

Profesor zatrzymał go ruchem ręki.

— Człowieku! Nie potrzebuję ich zabijać! Cóż zresztą robiłbym z trupami? Przeciwnie, są zawsze najstaranniej pielęgnowane.

— Słowo honoru?

— Więc dobrze, daję ci słowo honoru — z irytacją powiedział Brunicki. — Nie jestem bezmyślnym zwierzęciem, które zabija ludzi bez celu. Ja nie tylko celu w śmierci tych kobiet nie mam, lecz chcę, by żyły w zdrowiu, szczęściu i wszelkiej pomyślności.