Rozmowa przeciągnęła się do późnej nocy. Drucki zadzwonił do „Argentyny” i wydał kilka poleceń. Kolację jedli we dwójkę. Doktor Kunoki nie pokazał się wcale.

Drucki wyszedł zmęczony i wyczerpany nerwowo.

W najbliższych dniach miał zająć się swym nowym, obrzydliwym rzemiosłem. Ostatecznie nie miał innego wyjścia. Dał Brunickiemu solenną obietnicę i przyszedł czas jej dotrzymania.

Dnia tego dyrektor Winkler nie był usposobiony różowo. Zaraz po zjawieniu się jego przekonał się o tym portier, który miał pecha właśnie dziś trochę podpić. Następną ofiarą stał się inżynier Turman, któremu polecił odmówić dalszego kredytu. Podczas tańca zespołowego elektromonter zapomniał kolejności efektów świetlnych i dowiedział się, że w Ameryce poznałby za to kolejność własnych zębów. Panna Tecia została poinformowana, że karczochy lubią być pisane przez „ch”, kiper, że może nie wydawać „Cristalu”, gdy proszą go o „Cordon rouge”, gospodyni zaznajomiła się z poglądami dyrektora na kwestię zamiatania kuchni, a Kazia usłyszała opryskliwe „odczep się”.

Od początku nie pamiętano tu dyrektora w takim nastroju. Na dobitkę kazał podać sobie do gabinetu butelkę dżinu i pił kieliszek za kieliszkiem, nie zwracając uwagi na lękliwe spojrzenia Teci, straszliwie przygnębionej i zaniepokojonej stanem humoru szefa.

Drucki nie spał tego ranka wcale. Położył się do łóżka i palił papierosy.

O dziewiątej był już na nogach. Zatelefonował do banku, do jednego z dostawców, wreszcie do Załkinda, od którego dowiedział się, że Luba jest zachwycona jego samochodem.

„Przejadę się — pomyślał — to mi dobrze zrobi”.

Poszedł do garażu, obejrzał silnik, sam nalał benzyny i wyprowadził wóz.

Wczesnym rankiem musiał padać deszcz, gdyż powietrze było czyste, a jezdnia wilgotna. Ruszył przez Nowy Świat, skręcił w aleję Trzeciego Maja177 i zaczął dodawać gazu. Ponieważ złożył szybę, wiatr bił mu prosto w twarz.