Pogładził jej podbródek i wyszedł. Apteka była tuż i telefon wolny. W kilku słowach rozmówił się z Brunickim, używając języka angielskiego, by aptekarz nie mógł zrozumieć.

Gdy wracał, przemknęło mu przez głowę, że dziewczyna zabrała pieniądze i ulotniła się. Wbrew zdrowemu sensowi ucieszyłby się tym ogromnie.

Zastał ją jednak przy stoliku.

— O, wrócił pan! — zawołała prawie radośnie.

— Pijmy! — odpowiedział, nalewając kieliszek.

Była już prawie nieprzytomna, gdy wychodzili. Wziął ją pod rękę. Ulice były zupełnie ciemne i zanim doszedł do umówionego miejsca, nie był pewien, czy profesor przysłał samochód, tym bardziej że szofer zgasił światła.

— Taksówką pojedziem? — pytała, zataczając się.

— Taksówką — potwierdził, wciągając ją do auta.

Zasnęła prawie natychmiast na jego ramieniu.

Żuł między zębami przekleństwa.