— Albo kotlet wieprzowy, albo nic — zawarczał gospodarz.

— Każ pan zrobić dwa. Ale, panie starszy, telefonu tu nie ma?

— Czego?

— Telefonu?

— Na rogu w aptece — otarł nos rękawem, poprawił wąsy i poszedł do kuchni.

— Ja zaraz wrócę, sekundka — powiedział Drucki — tylko proszę czekać! Dobrze?

Dziewczyna kiwnęła głową.

— A gdzie się podzieję? Będę czekać. Tylko niech pan przyjdzie, bo jak nie, to ja nie mam czym zapłacić i do komisariatu odprowadzą.

— Przecież zostawiam za siebie zastaw — zaśmiał się Drucki, podsuwając banknot pod talerz.

Roześmiała się i ona. Alkohol robił swoje.