Zsunęła kapelusik i zdjęła futro.
— Gorąco tu — zauważyła.
— Luba — zaczął tonem perswazji — po co pani to robi? Przecie trzeba się zastanowić! Jak można?
— Boże, jaki pan dziś nudny — westchnęła, znowu siadając na łóżku i pochylając się nad nim. — Przychodzi do niego piękna, młoda i spragniona kobieta, a on...
— A on nie jest wcale spragniony — przerwał Drucki.
— Nie? — zapytała z kokieterią.
— A nie! Zupełnie nie! Żebyś wiedziała, że przed chwilą miałem tu, w tym samym łóżku młodą i piękną kobietę.
Powiedział to umyślnie. Przypuszczał, że tym ją zrazi, lecz Luba jeszcze bliżej przysunęła się.
— Tak, tak, łóżko pachnie jeszcze jej perfumami, jeszcze jest ciepłe od jej pieszczot. Jakaż ona musiała być szczęśliwa! Powiedz, czy była namiętna?
— Wiesz, Luba — oburzył się Drucki — jesteś bezwstydna.